piątek, 31 sierpnia 2018

Ładowanie baterii

Witajcie Kochane,
wakacje dobiegają końca a u mnie w sierpniu ani jednego posta :/ A działo się i biżuteryjnie i wyjazdowo i nawet byłam na kiermaszu :) Czyli dzisiaj będzie skrót wydarzeń sierpniowych. Ale jeśli śledzicie mnie na Instagramie to co nieco już wiecie :)

Uwaga będzie bardzo dużo zdjęć :)

Najpierw dziękuję za przesyłki jeszcze imieninowe. Zobaczcie co dostałam od Natalii, która prowadzi bloga Zaczarowany Papier:


Od Ulci i Izy - Kulskowo - kolorowo, niteczkowo i nie tylko - przybyła przesyłka też dla Szymka - urodzinowa:



Zobaczcie tą radość:


I od Kgosi, która prowadzi bloga To co lubię też przyszło coś dla Szymka na nowy rok szkolny.


W przesyłce był charms aptekarski, do którego dorobiłam bransoletkę dla Znajomej Gosi:


Potem Rodzice pojechali na wesele na Rzeszowszczyznę, więc my zajęliśmy się Ich domkiem i Babcią. Sama przyjemność spędzić tydzień poza blokiem.





Przed wyjazdem poprosiłam Rodziców o to, żeby przywieźli mi prawdziwą wiklinę, bo nasza Rodzina z Rzeszowszczyzny wyplata piękne koszyki. I zobaczcie tylko:


Zaraz namoczyłam wiklinę:


I wzięłam się za wyplatanie :) Oj bolały paluchy, a do tego było chyba 35 stopni i wiklina schła piorunem, dlatego co chwilę kursowałam do wody, żeby ponownie ją namoczyć.



Miałam wypleść koszyk prezentowy według formy ale znacie mnie :P ja zawsze robię po swojemu :)


Oczywiście wikliny zostało duuuużo więc w najbliższym czasie spodziewajcie się następnych krzywusków :)

Jak wróciliśmy miałam kilka dni na przygotowanie się na kiermasz - Plener Sztuk Wszelakich i Rękodzieła organizowany przez CK  Muza w Lubinie. Kiermasz odbył się w parku. Było trochę wietrznie ale całkiem przyjemnie. Zobaczcie mój kram:


Zabrałam ze sobą kilka koszyków z papierowej wikliny, które jak zawsze wzbudzały bardzo duże zainteresowanie. Niestety żaden się nie sprzedał więc są do wzięcia jakby co:


Największym zainteresowaniem cieszył się wyprzedażowy koszyk, gdzie powrzucałam biżutki, które są ze mną już długo, w naprawdę niskich cenach :) 



W kwestii finansowej poszło jak zwykle, ale za to miło spędziłam czas, w towarzystwie bardzo zdolnych Rękodzielników. I to lubię w kiermaszach. Niestety dowiedziałam się, że bardzo dużo Osób rezygnuje z wystawiania się. Ale co się dziwić. Sama przecież robię to bardzo okazjonalnie.

Z kiermaszu wróciłam ok 20. Zaraz spakowałam nas wszystkich i z samego rana skoro świt wyruszyliśmy w niedługą podróż na Czechy, aby odbyć spacer w chmurach:



Zobaczcie tylko:




Widok z samej góry zapiera dech:



Jeśli będziecie się wybierać to polecam wymienić złotówki na korony, bo naszych pieniędzy niestety nie przyjmują. Można za to zapłacić kartą. Aaaaaa i w Mapach Google lepiej wpiszcie Welness Hotel Vista, bo miejsce jest źle oznaczone. Google wyprowadzi Was 12 km dalej, drogą na której ciężko się wyminąć a i tak na końcu nie ma parkingu, żeby zostawić autko.

Od jakiegoś czasu publikuję opinie i zdjęcia jako Lokalny Przewodnik w Mapach Google. Także jak chcecie to poczytajcie :) Może ktoś jeszcze?

Spanko mieliśmy w Stroniu Śląskim w Poduszka Apartamenty Zielony Dom. Kochani polecam, bo jest naprawdę na wypasie - czyściutko i pięknie. Powiem Wam szczerze, ze pierwszy raz jestem tak mile zaskoczona wyposażeniem np. kuchni. Na przykład był express do kawy i kawa, zmywarka, cały komplet garnków, kubki, szklanki, kieliszki do wina a nawet obieraczka do ziemniaków i korkociąg :) A nawet blok rysunkowy i kredki.

Na drugi dzień zaplanowaliśmy sobie wyprawę do Jaskini Niedźwiedziej i Kopalni Uranu w Kletnie.


Do jaskini prowadzi bardzo urokliwa ścieżka:



A sama Jaskinia Niedźwiedzia jest naprawdę przepiękna. Te wszystkie stalagmity, stalaktyty, klimat i powietrze - coś wspaniałego.



Do Jaskini niestety lepiej zrobić rezerwację, bo ilość wejść i zwiedzających jest ograniczona.

Kopalnia Uranu to świetne miejsce i Przewodnik bardzo fajny. Mam tylko jedno zdjęcie:


Potem wróciliśmy do Stronia Śląskiego do Muzeum Minerałów, które mieliśmy praktycznie za rogiem. Oczywiście nie mogłam stamtąd wyjść, ale zobaczcie tylko te cudeńka:






















Oczywiście nie mogłam się oprzeć i zrobiłam małe zakupy:


Mój szalony Mąż wypożyczył sobie rower MTB i pojechał na Śnieżnik. A my z Szymkiem w tym czasie poszliśmy na pyszny serniczek :)

Następnego dnia po wymeldowaniu się, pojechaliśmy na Kolorowe Jeziorka:







Na Kolorowych Jeziorkach byliśmy z Moimci jakieś 13 lat temu. Wtedy był tam po prostu plac przy wejściu, gdzie zostawiliśmy auto z lekką obawą czy jak wrócimy jeszcze tam będzie :P Teraz jest kilka parkingów oczywiście płatnych, ale to jedyna opłata.

Potem odwiedziliśmy Rodzinkę i na koniec jakby nam było mało, weszliśmy na Wieżę Widokową w Gozdnie coby zobaczyć zachód słońca. Oczywiście spóźniliśmy się :P ale widoki i tak były piękne:




Jeszcze kiedyś na pewno tam wrócimy.

I późną nocą, zmęczeni ale szczęśliwi dotarliśmy do domu.

Na dzisiaj tyle :* Bo i tak już Was pewnie zamęczyłam. Dotarł w ogóle ktoś do końca?

Życzę Wam miłego dnia :*
Buziaki
Ania