wtorek, 10 grudnia 2013

Czarny kot, kiermasz i rozkraczony portfel








Po kiermaszu padłam jak mucha.
Wczoraj nie pisałam, bo miałam doła.
Wiecie co - poszło mi marnie :(
Tyle się narobiłam, tyle nocy zarwałam, tyle serducha w to wszystko włożyłam, nie ukrywam też, że sporo zainwestowałam :/ I ceny były przystępne - kartki za 3 zł były (miałam przygotowaną cenę 4 zł ale zaraz zmieniłam) i sprzedałam tylko 12 z 56 sztuk (a każda miała kopertę i w folijce była). A Pani co sprzedawała na przeciwko mi mówi: co tak tanio te kartki. Tanio - nie tanio i tak nie chcieli kupować.
Przez pierwsze 2 godziny w ogóle nic nie sprzedałam - no załamka :/
Jak jechaliśmy na  kiermasz, drogę przebiegł nam czarny kot. Mówię do Mojegoci, że pewnie nic nie sprzedamy. A On mi na to, żebym nie wierzyła w takie przesądy. Na miejscu ja się rozpakowuję, a Mójci przynosi pudła (w ogóle maiłam mieć 3 stoły a był 1 i dostawili mi dwa małe i trochę ścisk był). Pytam Go gdzie pudło z koszykami. I co się okazało - w domu zostało! W przedpokoju na szafie :/ Mówię Mojemuci, że jednak przesądy się sprawdzają. A na koniec sam stwierdził, że miałam rację z tym kociskiem :P 
Taka byłam zła/smutna po kiermaszu, że miałam już ochotę dać sobie z tym wszystkim spokój.
Ale jak pech to na całego - jeszcze mi się po kiermaszu portfel rozkraczył, a dokładnie kieszonka na monety - jakaś zmowa czy co?

W sumie dobrze, że nie napisałam tego posta zaraz po kiermaszu, bo by był jeszcze czarniejszy.
Dzisiaj już mi przeszło - no prawie. A jest tylko jedna przyczyna tego - przeczytałam sobie trochę Waszych postów :) Bardzo mnie one podniosły na duchu. Dziękuję Wam, że jesteście :) to dla mnie bardzo ważne.

Tutaj możecie przeczytać artykuł o kiermaszu i obejrzeć galerię zdjęć. Kto znajdzie zdjęcie z mojego stoiska?

Jedyny plus całego tego kiermaszu jest taki, ze poznałam przemiłą osóbkę - Olgę. Ogla robi biżuterię - cudną i przepiękną. Zrobiłam parę zdjęć:




 A tu jeszcze prezent od Mojegoci - dał się naciągnąć :)


Olgę możecie znaleźć na fb:
https://www.facebook.com/olga.urdafedak
Zapraszam :)

Życzę Wam miłego dnia :)
Buziaki :*

8 komentarzy:

  1. Wczoraj też wystawiałam się na kiermaszu w Warszawie i było cienko :((((, ale nie żałuję bo podpatruję i łapię nowe doświadczenia :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam również wystawić swoje pracę na kiermaszu,ale mam ich za malo aby coś wystawić. Po za tym wstawiłam moje "twory" do dwóch miejsc i zbytu nie ma. Zastanawiałam się już nawet czy nie zrezygnować w ogole z robienia czegokolwiek.Zaczęłam tworzyć różne rzeczy-bransoletki,jajka i bombki niedawno kartki i oprocz kilku zakupień nie mam w ogole zbytu.A robić aby to wszystko leżało w szafie nie opłaca mi się-bo skąd brać kasę na tworzenie nowych rzeczy? Nawet z komentowaniem moich prac przez innych mam kłopot a więc co tu mówić o jakiejś sprzedaży. Też ostatnio wpadłam w dół przez to wszystko.I wcale się nie dziwie,że nie miałaś wczoraj nastroju.
    A stoisko miałaś fajne! Bombki i wianki bardzo mi się podobają.Wianki chyba najbardziej bo oryginalnie zrobione.Jeszcze takich nie widziałam.
    Pozdrawiam 3maj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wycinajka ma rację, u mnie też kiepsko jak i ze sprzedażą tak i z komentowaniem.
    Garstka ludzi woli kupić rzeczy robione ręcznie, a większość woli kupić chińskie "za parę groszy", bo oszczędność. Mało ludzi docenia naszą pracę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pięknie i kolorowo, tyle wspaniałości zrobiłaś :).
    Zgodzę się z przedmówczynią, dziś sklepy tak są zawalone przeróżnymi chińskimi masówkami i to czasami naprawdę ładnymi, że mało kto chce kupować od rękodzielników.
    W zeszłym roku sprzedawałam różne choinki i wianki i miałam jakieś tam zamówienia, ale w ogóle mi się to nie opłacało, bo musiałam się przy tym porządnie narobić a sprzedawałam za grosze, bo więcej i tak by nikt nie zapłacił. A i tak od znajomej prowadzącej sklep z rękodziełem usłyszałam, że chińskie rzeczy są jeszcze tańsze, że jej się nie opłaca tego brać nawet po takich cenach. Po tym okresie najpierw w ogóle odechciało mi się robić cokolwiek, a teraz robię tylko w ramach hobby dla siebie, rodziny, jako prezenty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam ja rowniez wystawialam swoje wyroby z papierowej wikliny i tez byl maly zbyt . To prawda ze ludzie lubia "chinszczyzne " nie cenia tego co swoje

    OdpowiedzUsuń
  6. A musze dodac ze tworzysz piekne rzeczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. trafiłam tu przez przypadek, ale zostaję na dłużej:) a piszę to bardziej w odniesieniu do wcześniejszych komentarzy - świat blogowo - internetowy jest ogromny i właśnie przez ten ogrom ciężko w nim zaistnieć, dokładnie tak samo jak na rynku z rękodziełem - po pierwsze dużo chińszczyzny po drugie dużo ludzi zaczyna tworzyć a po trzecie ludzie nie znają wartości i nakładu pracy jaki trzeba włożyć aby zrobić coś jedynego i niepowtarzalnego; życzę wytrwałości, nie poddawaj się bo fajne rzeczy widzę robisz a grunt to mieć pasję i przez nią wyrażać swoje Ja, pozdrawiam jeszcze świątecznie:) zapraszam http://moje-drugie.blogspot.com/ PS podziwiam papierową wiklinę bo nie mam do niej cierpliwości, może umówimy się kiedyś na wymiankę?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Thanks in favor of sharing such a nice thought, paragraph is
    good, thats why i have read it fully

    Here is my homepage - club.suntwins.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za odwiedzenie mojego bloga. Zapraszam ponownie i pozdrawiam :)